Przypuszczenie, że 9/11 było izraelskim atakiem na Stany Zjednoczone, jest “przytłaczająco silne” – Ron Unz

“… ataki musiały być dziełem wysoce wyrafinowanej organizacji z dostępem do zaawansowanej technologii wojskowej …”

“Kiedy stwierdzimy, że sprawcy są częścią wysoce wyrafinowanej organizacji, możemy skupić się na tym, KTO i DLACZEGO, co z pewnością będzie ważniejsze niż konkretne szczegóły JAK tego dokonano.”

W 1999 roku zostałem zaproszony do grupy mailowej HBD Steve’a Sailera, gdzie spotkałem się z wieloma interesującymi osobami. Uczestnikami byli głównie intelektualiści lub dziennikarze o ostrych, heterodoksyjnych poglądach na temat różnic rasowych, szczególnie tych uwzględniających poziom IQ i przestępczość, co znalazło odzwierciedlenie w nieco eufemistycznym tytule, który oznaczał “Human Bio-Diversity” (zróżnicowanie biologiczne istot ludzkich). Zamysł powstania tej grupy sięgał mniej więcej rok wstecz, kiedy założyciel, Glayde Whitney, był jednym z przedmówców do 700 stronicowego dzieła Davida Duke’a – My Awakening.

Chociaż dyskusje skupiały się głównie na kwestiach naukowych, czasami wydawało się, że połowa najbardziej spornych argumentów dotyczyła imigracji, gdzie zazwyczaj miałem odmienienie zdanie w tym temacie
i stawałem w kontrze do większości jak 99 do 1, plus jeszcze niewielka garstka samozwańczych liberałów regularnie mnie atakujących. Pomimo tak nie równych szans, zawsze uważałem się za zwycięzcę, we wszystkich nie kończących się debatach, choć musiałem przyznać, że 99% widowni prawdopodobnie nie zgodziłoby się z moim werdyktem.

Szczególnie kontrowersyjna była kwestia wskaźników przestępczości wśród latynoskich imigrantów, które jak twierdziłem, były w przybliżeniu takie same jak w przypadku białych. Moje stanowisko potępiali praktycznie wszyscy i uważali je za kompletny obłęd. Spór ten toczył się przez wiele kolejnych lat, że ostatecznie przestałem zadawać sobie trudu argumentowania mojego stanowiska, ale od czasu do czasu przedstawiałem satyryczne dowcipy na ten temat.

Tak się złożyło, że zmarły J. Philippe Rushton, długoletni profesor psychologii na University of Western Ontario, był okazjonalnym uczestnikiem grupy i jeden z moich żartów przykuł jego uwagę. Należał najwyraźniej do tej części społeczeństwa, która nie posiadała poczucia humoru, a co za tym idzie, nie zrozumiał, że moje uwagi były w istocie ironią. Po trzech lub czterech wymianach zdań, w końcu musiałem określić moje stanowisko tak wyraźnie, jak to było możliwe: “Latynosi mają w przybliżeniu takie same wskaźniki przestępczości jak biali będący w tym samym wieku. “

Stwierdził, że moje twierdzenie jest całkowicie zadziwiające oraz, że przeczy absolutnie wszystkiemu, czego się dowiedział w tym temacie
w ciągu swoich trzydziestoletnich badań naukowych nad ludzkimi różnicami rasowymi. Przyjęcie przez niego mojego punktu widzenia, groziło by obaleniem całego jego światopoglądu ideologicznego, który tak skrupulatnie budował, i właśnie dlatego nie mogę mieć racji.

Rushton był powszechnie uważany na całym świecie za czołowego, białego nacjonalistę wśród akademickiego grona pedagogicznego i mówił, że zjadłby własny kapelusz, gdyby moja sprzeczna z jego stanowiskiem analiza okazała się słuszna. Takie intelektualne wyzwanie było po prostu zbyt kuszące, abym się opierał, więc wziąłem krótką przerwę od mojego bieżącego projektu programistycznego, aby przeanalizować liczbę przestępstw.

Rzeczywiście, ostatecznie wyniki zgadzały się z moimi przekonaniami
i byłem bardzo zadowolony z powstałego w ten sposób artykułu “The Myth of Hispanic Crime” (Mit latynoamerykańskiej przestępczości), która ukazała się w marcowym wydaniu The American Conservative. Moja szczegółowa analiza nie tylko ostatecznie wygrała z prof. Rushtonem i większością moich krytyków, ale także wywołała ogromną debatę internetową oraz odbiła się szerokim echem. Byłem zaskoczony, że tak proste obliczenia, nie zostały wcześniej podjęte przez ogromną armię amerykańskich proimigranckich naukowców oraz dziennikarzy. Zastanawiam się tym samym, czy celowo unikali oni zbadania problemu z obawy, że roszczenia ich antyimigranckich przeciwników byłyby całkowicie uzasadnione.

Przez lata po tym, jak przeszukiwałem Internet wpisując do przeglądarki zapytanie „przestępczość latynoamerykanie”, wyszukiwarka zwracała odpowiedź liczoną w dziesiątkach milionów stron internetowych, a mój własny artykuł był na ogół wymieniony w pięciu pierwszych lub sześciu wynikach, a dość często już w dwóch pierwszych lub trzech. Nawet dziś, prawie dziesięć lat później, kopie mojego artykułu wciąż są wyjątkowo wysoko indeksowane w takich wyszukiwaniach w Google, Bing i DuckDuckGo.

Czy moja kontrowersyjna analiza rzeczywiście była prawidłowa? Cóż, kiedy przeprowadziłem się do Palo Alto w 1992 r., sąsiednie Wschodnie Palo Alto miało najwyższy wskaźnik zabójstw na mieszkańca w Ameryce, co oczywiście powodowało u ludzi nerwowość i obawy. Jednak w ciągu następnych 25 lat ogromny napływ hiszpańskojęzycznych imigrantów, zarówno legalnych jak i nielegalnych, dotarła do regionu, a miasto stało się w przeważającej mierze zamieszkałe przez Latynosów i imigrantów.

Być może zupełnie przypadkowo, wskaźnik zabójstw spadł tam o około 99%, a w ostatnich dwóch latach został zachwiany tylko przez jedno morderstwo połączone z samobójstwem pary podstarzałych, białych lesbijek, podczas gdy wszystkie inne wskaźniki przestępczości również spadły. Palo Alto jest siedzibą prezesów Google, Facebooka, Apple i wielu innych wiodących firm technologicznych, więc być może prawicowi aktywiści, powinni być mniej niż całkowicie zdezorientowani, dlaczego ich antyimigrancki fanatyzm ogólnie rzecz biorąc nie sprawdza się w środowisku biznesowym Doliny Krzemowej.

Chociaż imigracja i przestępczość wśród latynoamerykanów były odwiecznymi tematami w grupie HBD, przez kilka lat po zamachach z 11 września, ta ostatnia kwestia została prawie całkowicie zapomniana za sprawą gorączkowej wymiany zdań na temat muzułmańskiego terroryzmu i towarzyszącego mu zderzenia cywilizacji. Po raz kolejny byłem niezmiennie osamotniony w obronie swoich racji, gdzie niemal wszyscy pozostali jej uczestnicy twierdzili, że zniszczenie World Trade Center niezbicie dowodzi przymusu zamknięcia naszych granic przed imigrantami.

Zwróciłem uwagę na fakt, że skoro arabscy ​​porywacze nie byli imigrantami, tylko dostali się do naszego kraju dzięki wizom turystycznym, to być może “Wojna z terroryzmem” powinna zostać przechrzczona na “Wojnę z turystyką”, a co za tym idzie, powinniśmy chronić Amerykę poprzez całkowite zamknięcie naszych granic na przerażające ryzyko tego drugiego. Wszyscy jednak zignorowali moją proroczą radę.

Ataki z 11 września zadziwiły mnie tak samo, jak wszystkich innych z grupy HBD, ale oprócz uważnego śledzenia nagłówków i artykułów w New York Times oraz innych porannych gazetach, byłem zbyt zajęty pracą, aby na bieżąco podążać za tematem . Na początku wszyscy wydawali się być pewni, że wkrótce nadejdzie fala kolejnych ataków ze strony dziesiątek,
a może setek innych islamskich terrorystów pozostających w naszym kraju, ale nic podobnego nigdy się nie wydarzyło.

Po kilku tygodniach bez kolejnych zamachów, nawet małych, powiedziałem pozostałym członkom grupy HBD, że podejrzewałem, iż każdy terrorysta
z Al-Kaidy znajdujących się w Ameryce prawdopodobnie zmarł w zamachach samobójczych z 11 września i prawdopodobnie nie ostał się ani jeden zamachowiec, zdolny do kontynuowania siania chaosu. Wielu nie zgadzało się ze mną, ale wraz z upływem miesięcy i lat moja zaskakująca hipoteza okazała się prawidłowa.

Istniał jeden ważny wyjątek od tego schematu, ale faktycznie służył on potwierdzeniu reguły. Jak napisałem kilka lat temu w moim oryginalnym artykule “American Pravda“:

Rozważmy przypadek, prawie zapomnianych już ataków pocztowych

z użyciem wąglika w kilka tygodni po 11 września, co przeraziło nasze rządzące elity z Wschodniego Wybrzeża i zachęciło do przegłosowania bezprecedensowej ustawy Patriot Act, eliminującej w ten sposób wiele tradycyjnych obywatelsko – libertariańskich zabezpieczeń naszej wolności. Każdego ranka w tym okresie, New York Times i inne czołowe gazety, publikowały artykuły opisujące tajemniczą naturę śmiertelnych ataków i kompletne zakłopotanie śledczych z FBI, którzy prowadzili śledztwo. W tym samym czasie, wieczorową porą, czytywałem w Internecie historie bardzo szanowanych dziennikarzy, takich jak Laura Rozen z Salon czy sztabu Hartford Courant’a, dostarczających wiele dodatkowych szczegółów i wskazujących prawdopodobnych podejrzanych i motywy.

Początkowo utrzymywana wersja, że autorem listów była osoba arabskiego pochodzenia, FBI szybko obaliło stwierdzając, że język i styl jakiego użyto do ich napisania, wskazują na niearabskiego autora, podczas gdy testy na pochodzenie wąglika, wskazywały były ośrodek badań nad bronią biologiczną w Fort Detrick w Maryland, jako prawdopodobne źródło materiału. Ale tuż przed doręczeniem tych śmiercionośnych listów, żandarmeria wojskowa w Quantico w stanie Wirginia, otrzymała również anonimowy list ostrzegający, że były pracownik Fort Detrick, urodzony w Egipcie dr Ayaad Assaad, może planować rozpoczęcie ogólnokrajowej kampanii bioterroryzmu. Śledczy szybko oczyścili z zarzutów dr. Assaada, ale bardzo szczegółowy opis oskarżeń, ujawnił duży zakres wiedzy autora listu o jego wiedzy na temat historii zatrudniania pracowników w Fort Detrick oraz jego instalacji.

Biorąc pod uwagę niemal równoczesne rozsyłanie kopert z wąglikiem i fałszywych oskarżeń o bioterroryzm, listy prawie na pewno pochodziły z tego samego źródła, a rozwiązanie przypadku z listem z oskarżeniami, byłoby najłatwiejszym sposobem złapania wąglikowego zabójcy.

Kto by chciał przypiąć łatkę terrorysty dr Assaada’owi? Kilka lat wcześniej był on zamieszany w zaciekłą, osobistą kłótnię z kilkoma jego współpracownikami z Fort Detrick. Padły wtedy oskarżenia o rasizm, posypały się oficjalne nagany oraz ogólne, wzajemne oskarżenia. Kiedy agent FBI udostępnił kopię listu z oskarżeniami znanemu ekspertowi ds. medycyny sądowej i pozwolił mu porównać tekst z próbkami pisma 40 pracowników laboratorium, szybko znalazł on idealne dopasowanie do jednej z tych osób.

Przez lata powtarzałem moim przyjaciołom, że każdy kto spędził 30 minut z wyszukiwarką Google, mógł z dużą dozą prawdopodobieństwa znaleźć nazwę i motyw prawdopodobnego wąglikowego zabójcy. Większość z nich z powodzeniem sprostała mojemu wyzwaniu.

Ten potężny materiał dowodowy nie zyskał prawie żadnej uwagi w mediach głównego nurtu, co więcej, nic nie wskazuje na to, aby FBI kiedykolwiek podążyło tym tropem lub przesłuchało podejrzanych. W zamian śledczy próbowali przypisać atak dr Steven Hatfill na podstawie znikomych dowodów. Ostatecznie został on całkowicie oczyszczony z zarzutów i wygrał 5,6 miliona dolarów ugody od rządu za lata ciężkiego szykanowania. Później podobny przebieg miało śledztwo wobec Bruce’a Ivinsa i jego rodziny, co doprowadziło do jego samobójstwa, po którym FBI oświadczyło, że sprawa jest zamknięta. Jego koledzy i znajomi z pracy udowodnili, że nie miał on motywu, środków ani okazji by przeprowadzić takie zamachy. W 2008 r. umieściłem w moim magazynie obszerną historię na około 3000 słów, koncentrując się na tych wszystkich kluczowych dowodach w sprawie i po raz kolejny, prawie nikt w mediach głównego nurtu nie zwrócił na mój artykuł najmniejszej uwagi.

W przeciwieństwie do ataków z 11 września, ściśle śledziłem historię listów z wąglikiem i byłem wstrząśnięty dziwną ciszą, jaka panowała wśród śledczych i naszych czołowych gazet. W tamtym czasie generalnie zakładałem, że ataki te były całkowicie niezwiązane z 9/11 i były jedynie okazjonalnymi atakami, ale po prostu nie mogłem zrozumieć, jak kilka minut dziennie czytania internetowych Salon i Hartford Courant, mogło pozornie rozwiązać tajemniczą zagadkę z pierwszych stron gazet, która zaskakiwała śledczych z FBI i New York Times.

Było to mniej więcej wtedy, kiedy po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać, czy amerykańskie, najważniejsze koncerny medialne na których zawsze polegałem, były po prostu “Naszą Amerykańską Pravdą” pod innym imieniem. Co więcej, książka autorstwa prof. Graeme MacQueen’a z 2014 r., którą dopiero niedawno odkryłem, wniosła dość przekonującą argumentację, że zabójstwa spowodowane wąglikiem, były ściśle związane z atakami z 11 września, co by znacznie zwiększało nadużycia naszych elit medialnych.

W fizyce teoretycznej nowe odkrycia naukowe często pojawiają się, gdy znane obiekty zachowują się w niewytłumaczalny sposób, sugerując tym samym istnienie wcześniej nieznanych sił lub cząstek. W biologii ewolucyjnej, gdy organizm wydaje się działać wbrew sobie, możemy bezpiecznie założyć, że prawdopodobnie znajduje się pod kontrolą jakiejś innej istoty, zazwyczaj pasożyta, który zniewolił żywiciela i kieruje nim w bliżej nieokreślonym kierunku. Chociaż nie byłem całkowicie pewien, co takiego dzieje się z polityką oraz mediami mojego kraju, z pewnością miało miejsce coś bardzo dziwnego i niepokojącego.

Wkrótce sprawy zaczęły nabierać złego obrotu. Ponieważ ataki z 11 września zostały zorganizowane prawdopodobnie przez Osamę bin Ladena, który znajdował się w Afganistanie pod opieką Talibów, nasz atak na ten kraj wydawał się przynajmniej w miarę racjonalny. Ale nagle pojawił się też pomysł ataku na Irak, będący pod przywództwem Saddama Husajna. Taki atak z kolei nie miał absolutnie żadnego sensu.

Na początku nie mogłem uwierzyć w to co się dzieje, po prostu odjęło mi dech w piersiach widząc siłę nieuczciwości “Naszej Amerykańskiej Pravdy”, z establishmentowymi mediami, które z taką łatwością żonglują pojęciami i są w stanie bez najmniejszego kłopotu zamienić czerń w biel i noc w dzień. Jeszcze raz przytoczę Kika cytatów z mojego oryginalnego artykułu o tym tytule:

Dowodzą tego okoliczności naszej wojny w Iraku, niewątpliwie zaliczając ją do najdziwniejszych konfliktów militarnych współczesnych czasów. Ataki w Ameryce w 2001 r. zostały szybko przypisane radykalnym islamistom al-Kaidy, której najjaskrawszym wrogiem na Bliskim Wschodzie zawsze był świecki reżim Saddama Husseina w Iraku.

Jednak dzięki wprowadzającym w błąd oświadczeniom publicznym, fałszywym wyciekom prasy, a nawet sfałszowanym dowodom, takim jak dokumenty “żółtego ciasteczka”, administracja Busha i jego neokonserwatywni sprzymierzeńcy, zgodne wykorzystali amerykańskie media, aby przekonać naszych obywateli, że nieistniejąca, iracka broń masowego rażenia, stanowi śmiertelne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i wymaga eliminacji przez wojnę i inwazję. Rzeczywiście, przez kilka lat badania opinii publicznej wykazały, że znaczna większość konserwatystów i republikanów w rzeczywistości wierzyła, że ​​Saddam był mózgiem ataków z 11 września, a wojna w Iraku była formą kary. Zastanówcie się, jak dziwna byłaby historia lat czterdziestych, gdyby Ameryka zaatakowała Chiny w odwecie za Pearl Harbor.

Prawdziwe fakty były łatwo dostępne dla każdego, kto był uważny w następujących latach po 2001 roku, ale większość Amerykanów nie była taka i nie przejmowała się faktami. Najzwyczajniej w świecie czerpała wiedzę o otaczającym ją świecie z tego co mówiły główne media, które w przeważającej mierze, prawie jednogłośnie, popierały wojnę z Irakiem. Telewizyjne, gadające głowy stworzyły naszą rzeczywistość.

Wybitni dziennikarze z całej liberalnej i konserwatywnej strony, chętnie publikowali najśmieszniejsze kłamstwa i zniekształcenia przekazywane im przez anonimowe źródła, tym samym nijako przypieczętowując z aprobatą wojnę z Irakiem na jaką poszedł Kongres.

Rezultat tych dwóch wojen był – jak słusznie nazwał je mój zmarły przyjaciel gen. Bill Odom – “największą, strategiczną katastrofą w historii Stanów Zjednoczonych”. Amerykańskie siły poniosły dziesiątki tysięcy niepotrzebnych ofiar – rannych i zabitych. W tym samym czasie nasz kraj zrobił wielki krok ku narodowemu bankructwu. Ekonomista, laureat nagrody Nobla Joseph Stiglitz i inni, oszacowali, że z odsetkami całkowity długoterminowy koszt naszych ostatnich wojen może sięgnąć nawet 5 lub 6 bilionów dolarów, lub w przeliczeniu na amerykańskie gospodarstwo domowe, nawet 50 000 dolarów, w większości wciąż nieopłacone.

Tymczasem ekonomista Edward Wolff obliczył, że Wielka Recesja i jej następstwa, doprowadziły do ​​obniżenia wartości osobistej amerykańskiego gospodarstwa domowego do średnio 57 000 USD netto w 2010 r. z poziomu prawie dwa razy wyższego niż miało to miejsce trzy lata wcześniej. Porównując te aktywa i pasywa, widzimy, że amerykańska klasa średnia balansuje teraz na krawędzi niewypłacalności, a główną tego przyczyną, są koszty naszych zagranicznych wojen.

Ale nikt, kto był zaangażowany w spowodowanie tej katastrofy, nie poniósł żadnych poważnych konsekwencji, a większość tych samych prominentnych polityków i wysoko płatnych przedstawicieli świata mediów, którzy byli odpowiedzialni za podjęte decyzje, pozostaje dziś tak samo na świeczniku jak wtedy, co więcej, nadal pobiera wysokie apanaże. Dla większości Amerykanów rzeczywistość jest taka, jaką przedstawiają ją media, a ponieważ w większości ignorowali oni fakty oraz negatywne konsekwencje naszych wojen w ostatnich latach, amerykańskiemu społeczeństwu podobnie się zapomnianą. Ostatnie sondaże pokazują, że tylko połowa społeczeństwa uważa wojnę w Iraku za błąd.

Autor James Bovard określił nasze społeczeństwo jako “demokrację deficytu uwagi”, a szybkość, z jaką ważne wydarzenia zostaną zapomniane jest wprost proporcjonalna do zainteresowania nimi przez główne media. Taka niepamięć mogłaby zaskoczyć George’a Orwella.

Gdy prezydent George W. Bush zaczął nieuchronnie spychać Amerykę w stronę wojny z Irakiem w 2002 roku, uświadomiłem sobie z okropnym poczuciem bezradności, że nieustannie proizraelscy neokoni, w jakiś sposób zdołali przejąć kontrolę nad polityką zagraniczną jego administracji, doszło do sytuacji, której nie mogłem wyobrazić sobie nawet w moim najgorszym koszmarze.

W latach dziewięćdziesiątych, a nawet w czasach późniejszych, przyjaźniłem się z neokonserwatystami w Nowym Jorku i stolicy, ściśle współpracując z nimi w kwestiach związanych z imigracją i asymilacją. Rzeczywiście, mój artykuł z grudnia 1999 r. “Kalifornia i koniec Białej Ameryki” był nie tylko jednym z najdłuższych artykułów, jakie kiedykolwiek opublikowano w Commentary, ich intelektualnym statku flagowym, ale nawet był cytowany jako główny element dorocznego listu o zbiórce funduszy.

Ja wraz z moimi innymi przyjaciółmi ze stolicy, doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z fanatycznych poglądów, jakie większość neokonów wyznawałą na temat polityki Izraela i Bliskiego Wschodu, a ich obsesje na punkcie polityki zagranicznej są stałym elementem naszych żartów i kpin. Ale ponieważ wydawało się niewyobrażalne, że kiedykolwiek otrzymają jakąkolwiek władzę w tej sferze, ich przekonania wydawały się stosunkowo nieszkodliwym ekscentryzmem. W końcu, czy ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić, że fanatyczni libertarianie znajdują się pod całkowitą kontrolą Pentagonu, pozwalając im natychmiast rozwiązać amerykańskie siły zbrojne jako “instytucję etatystyczną”?

Co więcej, kompletny ideologiczny triumf neokonów po atakach z 11 września, był tym bardziej szokujący, biorąc pod uwagę ich miażdżącą niedawną porażkę, którą ponieśli podczas kampanii prezydenckiej w 2000 r. Niemal wszyscy z neokonów związali się z senatorem Johnem McCainem, którego walka z Bushem o republikańską nominację w końcu stała się dość ostra, w konsekwencji czego prawie całkowicie zaprzestano nominacji na najwyższym szczeblu.

Zarówno wiceprezydent Dick Cheney, jak i sekretarz obrony Donald Rumsfeld byli powszechnie uznawani za republikanów Busha, bez znaczących związków z Neokonserwatystami. To samo można było powiedzieć wszystkich innych najwyższych osobistości administracji, takich jak Colin Powell, Condeleeza Rice i Paul O’Neil. W rzeczywistości jedynym neokonserwatystą któremu zaoferowano miejsce w gabinecie, była Linda Chavez w Departamencie Pracy, który był zawsze uważany za nagrodę pocieszenia dla ostatnich na mecie w administracji GOP (Grand Old Party – inne określenie partii republikańskiej). Co więcej ostatecznie została ona również zmuszona do wycofania swojej nominacji z powodu jej “problemów z nianią”. Najwyższym rangą neokonserwatystą pod wodzą Busha był zastępca Rumsfeld’a – Paul Wolfowitz, którego pozornie nieistotna nominacja została niezauważona.

Większość Neokonów z pewnością zdawała sobie sprawę katastrofalnej straty, jaką ponieśli w wyborach w 2000 roku. W tamtych czasach byłem bardzo przyjaźnie nastawiony do Billa Kristola, a kiedy zatrzymałam się w jego biurze w Weekly Standard na pogawędkę wiosną 2001 roku, wydawał się być w bardzo przygnębiony. Pamiętam, że w pewnym momencie chwycił głowę w dłonie i zaczął głośno się zastanawiać, czy nadszedł czas, by po prostu zrezygnować z walki politycznej, zrezygnować z redakcji gazety i znaleźć sobie ciepły etat w jednym z thinktanków w stolicy kraju.

Jednak zaledwie osiem czy dziesięć miesięcy później, on i jego bliscy sojusznicy byli na najlepszej drodze ku zdobyciu przytłaczającego wpływu w naszym rządzie. W zdumiewającym związku, na podobieństwo do „Lenina w Zurychu” Aleksandra Sołżenicyna, całkowicie przypadkowe ataki z 11 września i wybuch wojny , nagle pozwoliły niewielkiej, ale zdeterminowanej frakcji ideologicznej na przejęcie kontroli nad gigantycznym krajem.

Dokładne sprawozdanie z przejęcia przez Neoconów administracji Busha po wydarzeniach z 11 września, jest opisane przez dr Stephena J. Sniegoskiego w jego książce “The Transparent Cabal” (Przejrzysta Kabała) z 2008 roku, dostępnej na tej stronie:

Przejrzysta Kabała
A
genda neokonserwatywna, wojna na Bliskim Wschodzie i narodowy interes Izraela

STEPHEN J. SNIEGOSKI • 2008 • 178 000 SŁÓW

Co dziwne, przez wiele lat po 11 września, bardzo niewiele uwagi poświęcałem szczegółom samych ataków. Byłem całkowicie zajęty tworzeniem mojego oprogramowania do archiwizacji treści, a przy niewielkiej ilości czasu, jaką mogłem poświęcić na sprawy związane z polityką publiczną, byłem całkowicie skoncentrowany na trwającej w Iraku katastrofie, a także na moich strasznych obawach, co do tego, że Bush może w każdej chwili nagle rozciągnąć konflikt na Iran. Pomimo tego, że kłamstwa Neokonserwatystów bezwstydnie odbijały się echem w naszych skorumpowanych mediach, ani Irak, ani Iran nie mieli nic wspólnego z atakami z 11 września, więc te wydarzenia stopniowo zanikały w mojej świadomości i podejrzewam, że to samo dotyczyło większości innych Amerykanów.

Al Kaida w dużej mierze zniknęła, a Bin Laden podobno ukrywał się gdzieś w jaskini. Mimo niekończących się „alarmów bezpieczeństwa” w naszej ojczyźnie, na amerykańskiej ziemi nie było absolutnie żadnego islamskiego terroru, a stosunkowo niewiele poza Irakiem. Dokładne szczegóły spisku z 11 września, stały się dla mnie prawie nieistotne.

Inni których znałem, wydawali się czuć to samo. Praktycznie wszystkie rozmowy z moim starym przyjacielem Billem Odom’em, trzygwiazdkowym generałem, który przewodził NSA (Narodowa Agencja Bezpieczeństwa) za kadencji Ronalda Reagana, dotyczyły wojny w Iraku i ryzyka jej rozlania się na sąsiedni Iran, a także jego gorzki gniewu, jaki odczuwał wobec perwersji Busha, który zamienił ukochana generała – NSA, w poza konstytucyjne narzędzie szpiegowania własnego narodu.

Kiedy “New York Times” opublikował historię szpiegowania obywateli amerykańskich na ogromną skalę przez NSA, gen. Odom oświadczył, że prezydent Bush powinien zostać usunięty z urzędu, a dyrektor NSA, Michael Hayden stanąć przed sądem wojennym. Ale przez te wszystkie lata poprzedzające jego przedwczesną śmierć w 2008 roku, nie przypominam sobie aby ataki z 11 września 2001 roku, choćby raz pojawiły się w naszych dyskusjach.

W ciągu tych samych lat, zaprzyjaźniłem się też z Alexandrem Cockburn’em, którego webzin z „Counterpunch” , wydawał się być bardzo rzadkim ośrodkiem znaczącej opozycji wobec naszej katastrofalnej polityki zagranicznej wobec Iraku i Iranu. Pamiętam jak raz w 2006 r. zdarzyło mu się narzekać w mojej obecności na “teorie spiskowe” ruchu Prawda 9/11, które nieustannie atakowały jego publikacje. Z czasem każdy z nas podążył w kierunku innych kręgów politycznych, a jego krótka wzmianka mogła być pierwszą i jedyna okazją, w której usłyszałem o ruchu Prawda 9/11 w tamtym okresie, co sprawiło, że uważałem ten ruch bardziej za ekscentryczny kult UFO, niż cokolwiek innego.

Co prawda, od czasu do czasu słyszałem o pewnych znaczących zdarzeniach związanych z atakami 11 września, które wzbudziły moje pewne podejrzenia. Przez większość dni przeglądałem stronę główną Antiwar.com, gdzie pojawiły się wpisy o zatrzymaniu, rzekomo izraelskich agentów Mossadu podczas filmowania tych ataków lotniczych w Nowym Jorku, podczas gdy znacznie większa operacja szpiegowska Mossadu pod kryptonimem “art student” miała miejsce w całym kraju, również została odkryta i przerwana mniej więcej w tym samym czasie. Wygląda na to, że Fox News opublikowało nawet kilkuczęściową serię reportaży na ten temat, zanim te “znikneły” pod presją ADL (Anti-Defamation League).

Chociaż nie byłem do końca pewny co do wiarygodności tych twierdzeń, wydawało się prawdopodobne, że Mossad wcześniej wiedział o planowanych atakach i pozwolił na ich kontynuowanie widząc potencjalnie, ogromne korzyści z nich płynące dla Izraela, ze sporu USA i świata arabskiego. Wydaje mi się, że nie byłem świadomy faktu, że redaktor naczelny Antiwar.com Justin Raimondo, opublikował “The Terror Enigma”. Jest to krótka książka o tych właśnie dziwnych faktach, opatrzona prowokacyjnym podtytułem “9/11 i izraelski łącznik”, ale nigdy nie rozważałem jej przeczytania.

W 2007 r. sam magazyn Counterpunch opublikował fascynującą kontynuację opowieści o aresztowaniu grupy izraelskich agentów Mossadu w Nowym Jorku, którzy zostali złapani w chwili filmowania ataków tego feralnego dnia. Co więcej, agenci w tym samym czasie celebrowali z zadowoleniem przebiegające właśnie ataki. Działalność Mosadu wydawała się być znacznie większa, niż wcześniej myślałem. Ale wszystkie te szczegóły pozostały nieco przysłonięte przez moje główne obawy związane z wojną w Iraku i Iranem.

Jednak pod koniec 2008 roku moje zainteresowanie zaczęło się zmieniać. Bush opuszczał urząd prezydenta nie rozpoczynając wojny z Iranem, a Ameryka skutecznie uniknęła nadlatującej kuli, od jeszcze groźniejszej administracji Johna McCaina. Zakładałem w tamtym czasie, że Barack Obama byłby okropnym prezydentem, co niestety potwierdziło się z nawiązką. Mimo to nadal oddychałem z ulgą każdego dnia, gdy on zasiadał w Białym Domu.

Co więcej, w tym samym czasie natknąłem się na zadziwiający szczegół ataków z 11 września, który wykazały niezwykłą głębię mojej ignorancji. W artykule Counterpunch odkryłem, że zaraz po atakach rzekomy terrorysta, Osama bin Laden publicznie zaprzeczył jakiemukolwiek jego zaangażowaniu w zamachy, oświadczając nawet, że żaden dobry muzułmanin nie popełniłby takich czynów.

Kiedy trochę poszperałem w internecie i w pełni potwierdziłem ten fakt, byłem zdumiony. 11 września okazał się nie tylko najskuteczniejszym atakiem terrorystycznym w historii świata, ale mógł mieć większą siłę oddziaływania, niż wszystkie poprzednie operacje terrorystyczne łącznie. Główny cel terroryzmu polega na udowodnieniu całemu światu, że niewielka organizacja może zadać cios i wyrządzić poważne straty potężnemu państwu. Nigdy wcześniej nie słyszałem, aby jakikolwiek przywódca grupy terrorystycznej zaprzeczał swojego udziału w udanej operacji, nie wspominając, że był to zamach największy w historii.

W narracji generowanej przez media wydarzyło się coś niesamowicie złego, co wcześniej zaakceptowałem. Zacząłem się zastanawiać, czy byłem tak samo zaślepiony jak dziesiątki milionów Amerykanów w 2003 i 2004 roku, którzy naiwnie wierzyli, że Saddam był mózgiem ataków 11 września. Żyjemy w świecie złudzeń generowanych przez nasze media. Nagle poczułem jak bardzo byłem naiwny. Gdyby okazało się, że Osama nie był autorem 11 września, w jakie inne wielkie fałszerstwa uwierzyłbym na ślepo?

Kilka lat później natknąłem się na bardzo interesujące artykuły Erica Margolisa, wybitnego kanadyjskiego dziennikarza zajmującego się polityką zagraniczną, wolnego od fałszywego, medialnego przekazu za jego silny sprzeciw wobec wojny w Iraku. Od dawna publikował cotygodniową kolumnę w Toronto Sun, a kiedy gazeta przestała go drukować, wykorzystał w niej swój ostatni wpis, do wyrażenia swoich bardzo poważnych wątpliwości, co do oficjalnej wersji 11 września, zauważając, że były dyrektor pakistańskiego wywiadu mocno stał na stanowisku, że Izrael był organizatorem ataków.

Pewnego razu, mój stary przyjaciel, mający silne koneksje z francuskimi elitami, podzielił się ze mną pewną anegdotą, którą uważał za zabawną. Wspomniał, że był uczestnikiem prywatnej kolacji w Paryżu, z udziałem wpływowych osobistości ze świata polityki i mediów. Był tam również były minister obrony Francji, który powiedział innym niedowierzającym gościom, że Pentagon został trafiony rakietą, a nie cywilnym odrzutowcem. Mój przyjaciel wyjaśnił, że minister, o którym mowa, był powszechnie uważany za wyjątkowo inteligentnego i bystrego człowieka, co udowodniłoby, że nawet najbardziej poważane osoby mogą czasem wierzyć w teorie spiskowe.

Ale ja interpretowałem te same fakty zupełnie inaczej. Francja prawdopodobnie posiadała jedną z czterech lub pięciu najlepszych służb wywiadowczych na świecie i na pewno francuski minister obrony, byłby w posiadaniu lepszej informacji o prawdziwych wydarzeniach niż typowy medialny ekspert. W rzeczywistości jedną z najwcześniej opublikowanych książek ostro kwestionującą oficjalną narrację 9 września było 9/11: “Wielkie kłamstwo” francuskiego dziennikarza Thierry’ego Meyssana, które ukazało się w 2002 r. Autor książki również argumentował, że Pentagon został trafiony przez rakietę, być może sugerując tym samym, że informacja ta mogła częściowo pochodzić od francuskiego wywiadu.

Później podzieliłem się tą historią z pewną amerykańską osobistością z establishmentu, mającą bardzo dobre koneksje, z którą stałem na przyjacielskiej stopie. Jego reakcja jasno pokazała, że miał on te same wysoce niekonwencjonalne poglądy na temat zamachów z 11 września, chociaż nigdy publicznie ich nie wypowiedział, aby nie stracić elitarnej karty członkowskiej w amerykańskim establishmencie

W końcu odkryłem, że w 2003 r. były niemiecki minister Andreas von Bulow, opublikował bestsellerową książkę, która zdecydowanie sugeruje, że za atakami stała CIA, a nie Bin Laden, podczas gdy w 2007 r. były prezydent Włoch, Francesco Cossiga, podobnież twierdził, że CIA i izraelski Mossad są za wszystko odpowiedzialni, twierdząc równocześni, że fakt ten był dobrze znany wśród zachodnich agencji wywiadowczych.

Z biegiem lat wszystkie te niezgodne z prawdą twierdzenia stopniowo podnosiły moje podejrzenia, co do oficjalnej wersji 9/11 do bardzo wysokiego poziomu, ale dopiero niedawno w końcu znalazłem czas, aby zacząć poważnie badać ten temat i przeczytać osiem czy dziesięć książek, głównie pisanych przez ludzi powiązanych z ruchem Prawda 9/11, a zwłaszcza autorstwa prof. Davida Ray Griffina, powszechnie uznanego lidera w tej dziedzinie. Jego książki, wraz z artykułami jego licznych współpracowników i sprzymierzeńców, ujawniły wiele szczegółów, z których większość wcześniej nie była mi znana. Byłem również pod wielkim wrażeniem, ogromnej liczby pozornie wiarygodnych osób bez widocznych orientacji ideologicznych, które stały się zwolennikami ruchu Prawda 9/11 z upływem czasu.

Z całą pewnością usiłowałem znaleźć książki, które wspierały oficjalną historię z 11 września, ale jedyną, obszernie omawiającą temat, był raczej krótki tom opublikowany przez magazyn “Popular Mechanics”, którego głównym badaczem okazał się kuzyn szefa Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego Michael Chertoff. Wydaje się, że żaden z pisarzy nie miał żadnych poważnych, akademickich referencji i wydawało się, że ignorują lub odrzucają niektóre z najsilniejszych dowodów dostarczonych przez licznych badaczy i ekspertów zaangażowanych w ruch Prawdy 9/11.

Co za tym idzie, nie uważałem ich obalających mity argumentów, za zbyt przekonujące i zastanawiałem się, czy książka ta nie została wydana za sprawą ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe, którzy mogli po cichu zaaranżować publikację, mającą na celu pomóc wyjaśnić niezwykle dziwny ciąg zbiegów okoliczności. Popularne czasopisma po prostu nie współpracują z ludźmi o odpowiedniej wiedzy i dorobku naukowym na głównych uniwersytetach. Być może nieścisłości w oficjalnej narracji 9/11 były tak liczne i duże, że żaden poważny uczony nie mógł stanąć w jej obronie.

Z biegiem lat, wielu na pozór uznanych naukowców i ekspertów wskazywało na fakty niejednokrotnie będące niezwykle kontrowersyjne, które były zupełnie ignorowane lub wyśmiewane, ale nigdy nie zostały one skutecznie obalone. Jeśli podejdzie się do nich z rozsądkiem, wnioski te wydają się zmierzać w oczywistym kierunku. Opierając się na moich ostatnio przeczytanych materiałach w tym temacie, całkowita liczba ogromnych błędów w oficjalnej narracji 11 września, stała się niezwykle długa i można by ją liczyć w dziesiątkach. Większość z tych pojedynczych hipotez i wątpliwości, wydaje się być całkiem prawdopodobna i jeśli uznamy, że nawet dwie lub trzy z nich są poprawne, musimy całkowicie odrzucić narrację, którą tak wielu z nas wierzyło od tak dawna.

Liczne książki Griffina, począwszy od jego ważnej książki The New Pearl Harbor z 2004 r., stanowią bardzo pomocne i rozwojowe kompendium. Chociaż wszystkie te książki zawierają wiele powtórzeń, mogę podkreślić, że ksiązki “Debunking 9/11 Debunking“, czyli odpowiedź z 2007 roku na książkę Popular Mechanics, oraz książka z 2008 The New Pearl Harbor Revisited są w moim przekonaniu jednymi z ważniejszych. Ponadto, był współredaktorem ważnej kolekcji esejów z 2007 roku z naukowcem Peterem Dale Scottem pod tytułem „9/11 i American Empire”. Dla tych bardziej niecierpliwych czytelników, polecam aby zamówili coś z Amazon, ponadto z przyjemnością udostępniam trzy krótsze książki Griffina w formie HTML:

9/11 Sprzeczności

DAVID RAY GRIFFIN • 2008 • 110 000 SŁÓW

9/11 Dziesięć lat później

DAVID RAY GRIFFIN • 2011 • 116 000 SŁÓW

Infiltracja poznawcza

DAVID RAY GRIFFIN • 2011 • 66 000 SŁÓW

Teraz jestem tylko amatorem w skomplikowanej sztuce wywiadowczej, wydobywając perełki prawdy, z całej góry produkowanego kłamstwa. Chociaż argumenty ruchu Prawda 9/11 wydają mi się dość przekonujące, to oczywiście czułbym się o wiele bardziej komfortowo, gdyby były one zweryfikowane przez doświadczonego profesjonalistę, takiego jak przykładowo czołowy analityk CIA. Kilka lat temu byłem zszokowany odkryciem, że tak właśnie było.

William Christison spędził 29 lat w CIA. Z czasem awansował, by po latach zostać jednym z wyższych funkcjonariuszy na stanowisku Dyrektora Biura Analiz Regionalnych i Politycznych. W tamtym czasie pod jego nadzorem pracowało 200 analityków. W sierpniu 2006 roku, opublikował niezwykły artykuł na 2700 słów w którym wyjaśniał dlaczego nie wierzył już w oficjalną historię z 11 września i był pewien, że ostateczne sprawozdanie Komisji z 11 września, stanowiło przykrywkę a prawda była zupełnie inna.

W kolejnym roku dostarczył on mocnego poparcia jednej z książek Griffina, pisząc, że “[Istnieje] mocny dowód na to, że oficjalna rządowa wersja ataków z 11 września 2001 r. była prawie na pewno potworną serią kłamstw”. Skrajny sceptycyzm Christisona co do 9/11, został poparty przez wielu innych cenionych, byłych oficerów amerykańskiego wywiadu.

Można by się spodziewać, że gdy były oficer wywiadu o randze Christisona demaskuje oficjalny raport z 11 września jako oszustwo i przykrywka dla prawdziwych wydarzeń, to taka historia musiała by się pojawiać na pierwszych stronach gazet. Tymczasem nigdzie w mediach głównego nurtu nikt się o takim fakcie nawet nie zająknął. Natknąłem się na taką informację dopiero dziesięć lat później.

Nawet nasze rzekome “alternatywne” media milczały niemal tak samo. Przez całe lata 2000, Christison i jego żona Kathleen (również były analityk CIA), regularnie pisali treści do Counterpunch, publikując tam dziesiątki artykułów. Z pewnością byli to najwybitniejsi pisarze w dziedzinie wywiadu i bezpieczeństwa narodowego w tamtym czasie.

Ale redaktor naczelny Counterpunch – Alexander Cockburn, odmówił opublikowania jakiegokolwiek z ich artykułów sceptycznie odnoszących się do wydarzeń z 11 września, więc nie byłem ich świadom. Rzeczywiście, kiedy wspomniałem o poglądach Christisona obecnemu redaktorowi naczelnemu Jeffrey St. Clair kilka lat temu, był zdumiony odkryciem, że przyjaciel, którego tak bardzo cenił, w rzeczywiście był zwolennikiem ruchu Prawda 9/11. Kiedy media służą jako strażnicy ideologii, stan powszechnej ignorancji staje się nieunikniony.

Dla wszystkich zainteresowanych, artykuł Christisona z 2006 roku w którym wspomniał o mocnych dowodach, które znalazł, w audycji C-Span, z dwugodzinnej dyskusji panelowej o zamachach terrorystycznych z 11 września, a szczególnie przytoczył dokument Loose Change jako doskonałe podsumowanie wielu skaz w oficjalnej wersji 9/11. Pełna wersja “Final Cut” tego filmu jest dogodnie dostępna na YouTube:

Przy tylu nieścisłościach znajdujących się w oficjalnym raporcie wydarzeń sprzed siedemnastu lat, każdy z nas może dowolnie skupić się na tych, które uważamy za najbardziej przekonujące. Ja także mam kilka własnych. Duński profesor chemii Niels Harrit, był jednym z naukowców, który przeanalizował szczątki zniszczonych budynków i wykrył szczątkową obecność nano-termitu, wojskowego materiału wybuchowego. Osobiście uznałem go za wiarygodnego, podczas godzinnego wywiadu na falach radia Red Ice.

Pogląd, że nieuszkodzony paszport porywacza został znaleziony na ulicy Nowego Jorku po ogromnym pożarze który nastąpił po uderzeniu samolotu a następnie zawaleniu się drapacza chmur, jest całkowicie absurdalny, podobnie jak twierdzenie, że główny porywacz spokojnie zagubił bagaż na jednym z lotnisk w którym jak się okazało, znajdowała się duża ilość obciążających go informacji. Zeznania kilkudziesięciu strażaków, którzy słyszeli eksplozje tuż przed upadkiem budynków, wydają się całkowicie niewytłumaczalne w odniesieniu do oficjalnej wersji. Nagłe, samoistne i zupełne zawalenie się budynku nr 7, który nie został trafiony przez żaden odrzutowiec, jest także wyjątkowo niewiarygodne.

Załóżmy teraz, że przytłaczająca waga dowodów jest poprawna, oraz że zgadzają się z nimi wysokiej rangi byli analitycy CIA, wybitni naukowcy i doświadczeni specjaliści, twierdząc, że ataki z 11 września nie były tym, czym wydawały się być. Zdajemy sobie też sprawę z niewiarygodności, iż trzy potężne drapacze chmur w Nowym Jorku nagle zawaliły z prędkością swobodnego spadania, aż do własnych fundamentów po tym, jak tylko dwie z nich zostały uderzone przez samoloty. Kolejna hipoteza, że duży cywilny odrzutowiec prawdopodobnie nie uderzył w Pentagon, nie pozostawiając absolutnie żadnych szczątek wraku, tylko tylko małą dziurę. Co tak naprawdę się stało, a co ważniejsze, kto za tym stoi?

Na pierwsze pytanie oczywiście nie można odpowiedzieć bez uczciwego i oficjalnego zbadania dowodów. Dopóki to nie nastąpi, nie powinniśmy się dziwić, że liczne, czasami sprzeczne hipotezy zostają wysunięte i dyskutowane w ramach społeczności Prawda 9/11. Drugie pytanie jest prawdopodobnie tym ważniejsze i bardziej istotne, albowiem uważam, że zawsze stanowiło źródło wyjątkowego zainteresowania członków Prawda 9/11.

Najbardziej typowym podejściem, jak to zwykle bywa w licznych książkach Griffina, jest całkowite uniknięcie zasadniczego problemu i skupienie się wyłącznie na lukach w oficjalnej narracji. Jest to stanowisko całkowicie do przyjęcia, niemniej jednak pozostawia wiele poważnych wątpliwości. Jaka zorganizowana grupa byłaby wystarczająco silna i odważyłaby się przeprowadzić atak na tak ogromną skalę w sercu największego supermocarstwa na świecie? Jak mogli oni zorganizować tak na tak wielką skalę osłonę całego przedsięwzięcia przy pomocy mediów i polityków, oraz dodatkowo angażując w to sam rząd USA?

Znacznie mniejszy odsetek członków Prawda 9/11, którzy decydują się zająć tym “kto to zrobił”, wydaje się być w przeważającej mierze skoncentrowany wśród szeregowych działaczy społecznych, a nie prestiżowych ekspertów. Typową odpowiedzią tej części ruchu, jest “wewnętrzna robota!”. Ich powszechnym przekonaniem wydaje się być wiara, że za spiskiem stoi najwyższe, polityczne przywództwo administracji Busha, prawdopodobnie włączając w to wiceprezydenta Dicka Cheneya i sekretarza obrony Donalda Rumsfelda, którzy zorganizowali ataki terrorystyczne, za lub bez wiedzy ich nieświadomego przełożonego – prezydenta George’a W. Busha.

Sugerowane motywy zamachów obejmowały uzasadnienie ewentualnych ataków militarnych na różne kraje, wspieranie interesów finansowych potężnego przemysłu naftowego i kompleksu wojskowo-przemysłowego oraz umożliwienie zniszczenia tradycyjnych amerykańskich swobód obywatelskich. Ponieważ zdecydowana większość politycznie aktywnych członków ruchu pochodzi z dalekiej lewicy, uważają te motywy za logiczne i niemal oczywiste.

Chociaż nie potwierdza to jednoznacznie podejrzeń członków Prawda 9/11, wydaje się, że podobne podejrzenia wzbudziło u lewicowego reżysera filmowego, Michaela Moore’a, gdzie dał wyraz swoim wątpliwością w filmie Fahrenheit 9/11. Jego niskobudżetowy film dokumentalny, zarobił zawrotną sumę 220 milionów dolarów, sugerując, że to bardzo bliskie związki biznesowe między rodziną Bushów, Cheney, firmami naftowymi i Saudyjczykami, były odpowiedzialne za inwazję na Irak, które nastąpiły po atakach terrorystycznych 9/11, a także za likwidację swobód obywatelskich, które stanowiły integralną część prawicowej agendy republikańskiej.

Niestety, ten pozornie wiarygodny obraz wydaje się prawie nie mieć podstaw w rzeczywistości. Podczas rozpoczynającej się inwazji na Irak, czytałem artykuły Times’a, w których przeprowadzał wywiady z wieloma czołowymi potentatami naftowymi w Teksasie, którzy wyrażali całkowite zdziwienie dla planów ataku na Irak, mówiąc, że mogą tylko zakładać, iż prezydent Bush wiedział coś, czego oni sami nie wiedzieli. Przywódcy Arabii Saudyjskiej stanowczo sprzeciwiali się amerykańskiemu atakowi na Irak i dołożyli wszelkich starań, aby temu zapobiec.

Przed dołączeniem do administracji Busha, Cheney pełnił funkcję prezesa Halliburton, giganta w usługach naftowych, a jego firma mocno lobbowała za zniesieniem amerykańskich sankcji gospodarczych przeciwko Irakowi. Prof. James Petras, badacz o silnych, marksistowskich poglądach, opublikował znakomitą książkę z 2008 r. zatytułowaną “Syjonizm, militaryzm i upadek potęgi USA”, w której definitywnie wykazał, że interesy syjonistyczne, a nie przemysł naftowy, zdominowały administrację Busha w przed atakami z 11 września i dążyły do wojny w Iraku.

Jeśli chodzi o film Michaela Moore’a, pamiętam, że w tym czasie byłem rozbawiony nim tak samo jak mój (żydowski) przyjaciel, albowiem obaj uważaliśmy za absurdalne, że rząd tak przytłoczony przez fanatycznie pro-izraelskich Neokonów, był przedstawiany jako niewolnik Saudyjczyków. Nie tylko fabuła filmu Moore’a pokazała przerażającą moc żydowskiego Hollywood, ale jego ogromny sukces sugerował, że większość amerykańskiej publiczności najwyraźniej nigdy nie słyszała o Neokonserwatystach.

Krytycy Busha wyszydzili go, za jego głośne oświadczenie, w którym twierdił, że terroryści z 11 września atakowali Amerykę “za jej wolność”, a członkowie ruchu określili jako nieprawdopodobne twierdzenie, że zmasowane ataki 9/11 zostały zorganizowane przez mieszkającego w jaskini islamskiego kaznodzieję. Natomiast sugestia, że zostali poprowadzeni i zorganizowani przez czołowe postacie administracji Busha, wydaje się jeszcze bardziej niedorzeczna.

Cheney i Rumsfeld spędzili dziesięciolecia jako stali członkowie umiarkowanego, pro-biznesowego skrzydła Partii Republikańskiej. Każdy z nich piastował najwyższe stanowiska rządowe, jednocześnie będąc prezesami dużych korporacji. Przekonanie jakoby ich kariery miały zostać mocno ograniczone poprzez dołączenie do nowej republikańskiej administracji na początku 2001 r., oraz natychmiastowe przystąpienie przez nich do zorganizowania gigantycznego ataku terrorystycznego pod fałszywą flagą, na najbardziej znane, bliźniacze wieże naszego największego miasta, wraz z naszym najwyższym dowództwem wojskowym, zamierzając zabić wiele tysięcy Amerykanów w tym zamachu, są zbyt absurdalne nawet dla części lewicowej strony politycznej.

Cofnijmy się nieco w czasie. Jak sięgam pamięcią, w całej historii świata nie mogę przypomnieć sobie żadnego, udokumentowanego przypadku, w którym czołowe, polityczne przywództwo jakiegoś kraju rozpoczęło poważny atak fałszywej flagi, na własne centra władzy i finansów, oraz próbowało jednocześnie zabić dużą liczbę własnych obywateli. Ameryka w 2001 roku była krajem spokojnym i dostatnim, prowadzonym przez względnie nijakich przywódców politycznych, skupionych na tradycyjnych celach republikańskich polegających na wprowadzaniu obniżek podatków dla bogatych i ograniczających przepisy dotyczące ochrony środowiska. Zbyt wielu działaczy ruchu Prawda 9/11 najwyraźniej czerpało wiedzę o otaczającym ich świecie z karykatur lewicowych komiksów, w których korporacyjni republikanie są przedstawiani jako diaboliczny dr Zło, starając się zabić Amerykanów z czystej nienawiści. Cockburn miął absolutną rację wyśmiewać ich przynajmniej w tym konkretnym przypadku.

Zastanów się również nad prostymi, praktycznymi aspektami tej sytuacji. Gigantyczny charakter ataków z 11 września, postulowanych przez ruch Prawda 9/11, wymagałby oczywiście ogromnego planowania i prawdopodobnie obejmował pracę dziesiątek, a nawet setek wykwalifikowanych agentów. Wybieranie agentów CIA lub specjalnych jednostek wojskowych w celu zorganizowania tajnych ataków na cele cywilne w Wenezueli lub Jemenie to jedno, ale skierowanie ich na ataki przeciwko Pentagonowi i sercu Nowego Jorku byłoby obarczone ogromnym ryzykiem.

Bush utracił popularność w listopadzie 2000 r. i dotarł do Białego Domu tylko z powodu kilku dodatkowych głosów na Florydzie oraz kontrowersyjnej decyzji, głęboko podzielonego Sądu Najwyższego. W konsekwencji większość amerykańskich mediów traktowała swoją nową administrację z ogromną wrogością. Jeśli pierwszy akt takiego nowo zaprzysiężonego zespołu prezydenckiego nakazał by CIA lub armii przygotowanie ataków na Nowy Jork i Pentagon, z pewnością te rozkazy zostały uznane za wydane przez grupę lunatyków i natychmiast wyciekły do wrogiej ówcześnie władzy prasy krajowej.

Cały scenariusz czołowych przywódców amerykańskich, jako głównych sprawców 9/11, jest niedorzeczny, a ci działacze ruchu 9/11 którzy twierdzą, że takie twierdzenia – uważając tak zupełnie bezpodstawnie, bez ani jednego dowodu – niestety odegrali ważną rolę w dyskredytowaniu ich całego ruchu. W rzeczywistości, powszechne znaczenie scenariusza “wewnętrznej roboty” jest tak dalece absurdalne i samobójcze, że można by nawet podejrzewać, że pomysł ten został wymyślony przez tych, którzy dążą do zdyskredytowania całego ruchu Prawda 9/11.

Skupianie się na Cheneyu i Rumsfeldzie, wydaje się szczególnie niekonsekwentne. Chociaż nigdy nie spotkałem się ani nie miałem żadnych kontaktów z żadną z tych osób, byłem dość aktywnie zaangażowany w politykę w stolicy państwa w latach ‘90 i mogę powiedzieć z niemal z pewnością, że przed 11 września żaden z nich nie był uważany za Neokona. Byli oni typowymi, archetypowymi przykładami umiarkowanych republikanów o typowym rysie biznesowym, sięgającym wstecz do ich początków, mających miejsce u szczytu administracji Forda, w połowie lat 70. XX wieku.

Sceptycy tego twierdzenia mogą zauważyć, że ci dwaj podpisali deklarację z 1997 r., wydaną w ramach Projektu dla Nowego Amerykańskiego Stulecia (PNAC – Project for the New American Century ), przewodniego manifestu polityki zagranicznej Neokonów, zorganizowanego przez Billa Kristola, ale uważałbym to raczej za zasłonę dymną majacą odwrócić uwagę. W politycznych kręgach Waszyngtonu DC, osobistości zawsze rekrutują swoich znajomych, aby podpisali różne deklaracje, które mogą faktycznie coś przedstawiać lub zupełnie nic i pamiętam, że Kristol usiłował skłonić również mnie do podpisania oświadczenia PNAC.

Ponieważ moje prywatne poglądy na ten temat były w 100% sprzeczne z neokonserwatywnym stanowiskiem, które uważałem za obłęd polityki zagranicznej, odrzuciłem jego prośbę i bardzo grzecznie mu odmówiłem. Byliśmy jednak całkiem dobrymi znajomymi, więc gdybym był osobą bez zdecydowanych poglądów na ten temat, to prawdopodobnie zgodziłbym się ją podpisać.

To podnosi większy punkt. W 2000 r. Neokoni uzyskali niemal całkowitą kontrolę nad wszystkimi głównymi konserwatywnymi / republikańskimi mediami i skrzydłami polityki zagranicznej w niemal wszystkich, podobnie myślących ośrodkach analitycznych w Waszyngtonie DC, tym samym skutecznie wymiatając większość swoich tradycyjnych przeciwników.

Chociaż Cheney i Rumsfeld nie byli Neokonami, to z łatwością pływali w morzu Neokonów, z bardzo dużą częścią tych wszystkich informacji, które otrzymywali z takich źródeł oraz pomocników jak “Scooter” Libby, Paul Wolfowitz i Douglas Feith będacymi Neokonami. Rumsfeld był już nieco starszy, podczas gdy Cheney przeszedł już kilka ataków serca, poczynając od pierwszego wieku 37 lat, więc w tych okolicznościach względnie łatwo było ich przemieszczać w kierunku pewnych pozycji politycznych.

Rzeczywiście, całe to demonizowanie Cheneya i Rumsfelda w kręgach wrogim wojnie Irackiej, wydawała mi się nieco podejrzane. Zawsze zastanawiałem się, czy żydowskie, liberalne media skupiły swój gniew na tych dwóch osobach tylko po to, by odciągnąć uwagę od żydowskich neokonserwatystów, którzy byli oczywistymi pomysłodawcami tej katastrofalnej polityki. Tak samo może być w przypadku ruchu 9/11 , którego uczestnicy prawdopodobnie obawiali się oskarżeń o antysemityzm.

Odnosząc się do tej pierwszej kwestii, wybitny izraelski felietonista w 2003 r. cechujący się wyjątkową dosadnością stanowczo zasugerował, że 25 neokonserwatystów będących w zasadniczej części odpowiedzialnymi za wojnę w Iraku, byli żydami. W normalnych okolicznościach sam prezydent z pewnością zostałby przedstawiony jako zły mózg spisku 9/11, ale “W” był powszechnie znany ze swojej ignorancji by takie oskarżenia były wiarygodne.

Wydaje się całkowicie prawdopodobne, że Cheney, Rumsfeld oraz inni czołowi przywódcy administracji Busha, mogli zostać zmanipulowani w celu podjęcia pewnych działań, które nieumyślnie pogłębiały spisek z 11 września, podczas gdy kilku niższych rangą urzędników administracji, mogło być bardziej bezpośrednio zaangażowanych w całe przedsięwzięcie, być może nawet jako jawni konspiratorzy. Ale nie sądzę, by było to typowe znaczenie oskarżenia o “wewnętrzną robotę”.

Więc w jakim miejscu teraz się znajdujemy? Wydaje się bardzo prawdopodobne, że ataki z 11 września były dziełem organizacji o wiele potężniejszej i profesjonalnie wyszkolonej, niż 19-osobowej bandy arabów, uzbrojonych w nożyczki, ale także, że nie było to dzieło samego rządu amerykańskiego. Kto więc zaatakował nasz kraj tego pamiętnego dnia, siedemnaście lat temu, zabijając tysiące naszych współobywateli?

Skuteczne operacje wywiadowcze są skrywane w sali luster, często niezwykle trudnych do przeniknięcia przez osoby postronne, a ataki terrorystyczne pod fałszywą flagą z pewnością mieszczą się w tej kategorii. Ale jeśli zastosujemy inną metaforę – złożoność takich zdarzeń może być postrzegana jako węzeł gordyjski, prawie niemożliwy do rozplątania, ale wrażliwa na uderzenie miecza zadającego proste pytanie: “Kto na tym skorzystał?”

Ameryka i większość świata z pewnością nie, a katastrofalne dziedzictwo tego pamiętnego dnia, zmieniło nasze społeczeństwo i zniszczyło wiele innych krajów. Niekończące się amerykańskie wojny, które wkrótce po tym zostały rozpętane, kosztowały nas już wiele bilionów dolarów i postawiły nasz kraj na drodze ku bankructwu, zabijając lub przepędzając wiele milionów niewinnych mieszkańców Bliskiego Wschodu. Ostatnio ta powódź rozpaczliwych uchodźców zaczęła ogarniać Europę, a pokój i dobrobyt tego starożytnego kontynentu jest obecnie poważnie zagrożony.

Nasze tradycyjne swobody obywatelskie i ochrona konstytucyjna zostały drastycznie ograniczone, a nasze społeczeństwo podjęło znaczne kroki, by stać się jawnym państwem policyjnym. Obecnie, obywatele amerykańscy biernie akceptują niewyobrażalne naruszenia ich wolności osobistych, wszystkie początkowo rozpoczęte pod przykrywką zapobiegania terroryzmowi.

Trudno mi wyobrazić sobie jakikolwiek kraj na świecie, który wyraźnie zyskałby na skutek ataków z 11 września i reakcji wojskowych podjętych przez Amerykę z jednym pojedynczym wyjątkiem.

W 2000 roku i przez większość 2001 roku, Ameryka była krajem dobrze prosperującym, tymczasem pewien mały naród z Bliskiego Wschodu, znalazł się w coraz bardziej rozpaczliwej sytuacji. Izrael zdawał się walczyć o swoje życie przeciwko masowym falom wewnętrznego terroryzmu, który stanowił Drugą Palestyńską Intifadę.

Uważa się, że Ariel Szaron celowo sprowokował to powstanie we wrześniu 2000 r., udając się na Wzgórze Świątynne, ochraniany przez tysiąc uzbrojonych policjantów, a wynikająca z tego przemoc i polaryzacja społeczeństwa izraelskiego z powodzeniem wypromowała go na stanowisko premiera na początku 2001 r. Ale kiedy rozpoczął urzędowanie, jego brutalne działania nie zakończyły fali ciągłych ataków, które z kolei coraz częściej częściej przybrały postać zamachów samobójczych przeciwko cywilnym celom.

Wielu uważało, że przemoc może wkrótce spowodować wielki odpływ obywateli izraelskich, tym samym może tworząc spiralę śmierci dla żydowskiego państwa. Irak, Iran, Libia i inne wielkie mocarstwa muzułmańskie wspierały Palestyńczyków pieniędzmi, retoryką, a czasem bronią, a izraelskie społeczeństwo wydawało się bliskie rozpadu. Pamiętam, że słyszałem od niektórych moich przyjaciół z Waszyngtonu, że wielu izraelskich ekspertów ds. Polityki nagle szukało miejscówki w neoconowych centrach analitycznych, tym samym zapewniając sobie miejsce w bezpiecznej Ameryce.

Sharon była krwawym i lekkomyślnym przywódcą, z długą historią podejmowania strategicznych zagrywek o zadziwiającej śmiałości, czasami stawiając wszystko na jedno rozdanie. Poświęcił dziesięciolecia szukając sposobu aby objąć wymarzone stanowisko Premiera, a gdy je w końcu otrzymał, został przyparty plecami do ściany, nie widząc żadnego widocznego źródła ratunku.

Ataki z 11 września zmieniły wszystko. Nagle jedyne w świecie supermocarstwo zostało w pełni zmobilizowane przeciwko arabskim i muzułmańskim ruchom terrorystycznym, zwłaszcza związanym z Bliskim Wschodem. Bliscy polityczni sojusznicy Sharona czyli Neokoni, wykorzystali niespodziewany kryzys jako okazję do przejęcia kontroli nad polityką zagraniczną Ameryki i aparatu bezpieczeństwa narodowego, a personel NSA poinformował później, że generałowie izraelscy swobodnie poruszali się po salach Pentagonu, bez żadnych kontroli bezpieczeństwa.

Tymczasem wymówka o zapobieganiu wewnętrznemu terroryzmowi została wykorzystana do wdrożenia nowo scentralizowanych, amerykańskich mechanizmów kontrolnych policyjnej, które były wykorzystywane do nękania, a nawet zamykania różnych antysyjonistycznych organizacji politycznych. Jeden z izraelskich agentów Mosadu aresztowany przez policję w Nowym Jorku, podczas gdy on i jego towarzysze celebrowali ataki z 11 września i nagrywali w tym samym czasie pamiątkowy film z płonących wież World Trade Center, powiedział aresztującym go oficerom “Jesteśmy Izraelczykami … Wasze problemy są naszymi problemami”. I tak natychmiast się stało.

Generał Wesley Clark meldował, że wkrótce po atakach z 11 września został poinformowany, że w jakiś sposób powstał tajny plan wojskowy, w ramach którego Ameryka miała zaatakować i zniszczyć siedem głównych krajów muzułmańskich w ciągu najbliższych kilku lat, w tym Irak, Iran, Syrię i Iran. Libia, które przypadkowo były najsilniejszymi, regionalnymi przeciwnikami Izraela i czołowymi zwolennikami Palestyńczyków.

Gdy Ameryka zaczęła wydawać ogromne kwoty pieniędzy i rozlewać ocean krwi atakując wszystkich wrogów Izraela po 11 września, sam Izrael już nie musiał tego robić. W konsekwencji, prawie żaden inny naród na świecie nie poprawił tak bardzo swojej sytuacji strategicznej i gospodarczej w ciągu ostatnich siedemnastu lat, mimo że znaczna część populacji amerykańskiej w tym samym okresie całkowicie zubożała, a nasz dług narodowy wzrósł do poziomów nie do spłacenia. Pasożyt może często obrastać w tłuszcz nawet gdy gospodarz cierpi i upada.

Podkreśliłem uprzednio, że przez wiele lat po atakach z 11 września nie zwracałem uwagi na szczegóły i miałem tylko mgliste pojęcie o tym, że istniał zorganizowany ruch Prawda 9/11. Ale jeśli ktoś kiedykolwiek przekona mnie, że ataki terrorystyczne były operacjami fałszywej flagi i ktoś inny niż Osama był odpowiedzialny, moim bezpośrednim domysłem będzi Izrael i jego Mosad.

Z całą pewnością żaden inny naród na świecie nie pasuje do schematu tak dobrze jak Izrael. Do jego wyjątkowo odważnych zabójstw na wysokim szczeblu i ataków fałszywej flagi oraz terrorystów, przeciwko innym krajom, w tym także Ameryce i jej armii. Co więcej, ogromna dominacja elementów żydowskich i proizraelskich w amerykańskich mediach założycielskich i coraz częściej w wielu innych dużych krajach na Zachodzie już dawno zapewniła, że nawet gdy ludzie dowiedzą się o takich atakach, niewielu zwykłych Amerykanów kiedykolwiek usłyszy te fakty.

Wzór zachowania Izraela jest naprawdę niezwykły. Jeszcze przed ustanowieniem państwa Izrael, różne frakcje syjonistyczne zamordowały lorda Moyne’a, brytyjskiego ministra ds. Bliskiego Wschodu i hrabiego Folke Bernadotte, negocjatora pokojowego ONZ i podjęły nieudane próby zabicia prezydenta Harry’ego S. Trumana i brytyjskiego. Minister Spraw Zagranicznych Ernesta Bevina. Omawiali nawet możliwe zabójstwo premiera Winstona Churchilla. Wydaje się, że istnieją przekonujące dowody na to, że izraelski Mossad odgrywał główną rolę w zabójstwie prezydenta Johna F. Kennedy’ego z powodu ogromnej presji, jaką wywierał, aby przekonać Izrael do rezygnacji z rozwoju broni jądrowej. Dezerter Mossadu, Wiktor Ostrowski, ostrzegł rząd amerykański, że Izrael planuje zamordować prezydenta George’a H.W. Bush na początku lat 90. z powodu konfliktu związanego z pomocą finansową i najwyraźniej ostrzeżenia te zostały potraktowane poważnie. Jeszcze w 2012 r. redaktor największej gazety żydowskiej w Atlancie, publicznie wzywał do zabójstwa prezydenta Baracka Obamy w związku z różnicami w jego polityce z Izraelem.

Historia ataków wojskowych i terrorystycznych Izraela jest jeszcze bardziej uderzająca. Jednym z największych zamachów terrorystycznych w historii sprzed 11 września, był zamach bombowy w hotelu King David w Jerozolimie, dokonany przez syjonistycznych bojowników przebranych za Arabów. Zgineło wtedy 91 osób a hotel w dużej części został zniszczony. W słynnej sprawie Lavona z 1954 r. Izraelscy agenci rozpoczęli falę zamachów terrorystycznych przeciwko zachodnim celom w Egipcie, zamierzając za ich dokonanie obwinić arabskie grupy walczące z Zachodem. Istnieją silne przesłanki, że w 1950 r. Izraelscy agenci Mossadu rozpoczęli falę ataków terrorystycznych pod fałszywą flagą na cele żydowskie w Bagdadzie, chcąc zmusić przy pomocy tych brutalnych metod tysiącletnią społeczność żydowską Iraku do emigracji, do państwa żydowskiego. W 1967 r. Izrael rozpoczął umyślny atak powietrzny i morski na okręt USS Liberty, nie zamierzając pozostawić żadnych ocalałych, a ostatecznie zabijając lub raniąc ponad 200 amerykańskich żołnierzy, zanim wiadomość o ataku dotarła do naszej Szóstej Floty i atak został po pewnym czasie odwołany.

Ogromny zasięg proizraelskich wpływów w światowych kręgach politycznych i medialnych sprawił, że żaden z tych brutalnych ataków nigdy nie spotkał się z poważnymi retorsjami i prawie we wszystkich przypadkach, szybko zostały one zapomniane. Prawdopodobnie na obecną chwilę, nie więcej niż jeden w stu Amerykanów zdaje sobie z nich sprawę. Co więcej, większość tych incydentów została ujawniona zupełnie przypadkiem, więc możemy spokojnie podejrzewać, że wiele innych ataków o podobnej naturze, nigdy nie zostało ujawnionych.

Kiedy uznamy, że ataki z 11 września były prawdopodobnie operacją fałszywej flagi, główną wskazówką wiodącą do prawdopodobnych sprawców, był ich niezwykły sukces w zapewnieniu, że tak wielka ilość niezwykle podejrzanych dowodów zostało całkowicie zignorowane przez praktycznie całe amerykańskie media, czy liberalne, czy konserwatywne, lewicowe czy prawicowe.

Wszystkie inne skrajne przypadki, które przychodzą mi na myśl, prawie zawsze wiążą się z kwestiami żydowskimi lub z Izraelem. Na przykład, praktycznie żaden Amerykanin nie jest dziś świadomy bliskiego nazistowsko-syjonistycznego partnerstwa gospodarczego z lat ‘30, które odegrało kluczową rolę w założeniu państwa Izrael. Podobnie, chociaż nasze zachodnie media uznały to za jedno z głównych wydarzeń dwudziestego wieku, wydaje się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że żydowski holokaust drugiej wojny światowej jest w dużej części lub prawie całkowicie fałszywy. Nawet bardzo udane operacje terrorystyczne fałszywej flagi będą pozostawiały po sobie pewną liczbę pojedynczych wskazówek, a posiadanie mocy sprawczej nad mediami, powodującymi zniknięcie takich dowodów z postrzeganej rzeczywistości, jest niezwykle ważnym narzędziem dla takich operacji.

W konkretnym przypadku, znaczna liczba gorliwie proizraelskich neokonserwatystów znajdujących się tuż pod powierzchnią administracji Busha w 2001 r., mogła znacznie ułatwić zarówno skuteczną organizację ataków, jak i ich skuteczne tuszowanie i ukrywanie, dzięki takim osobom jak Libby, Wolfowitz, Feith i Richard Perl. Są to tylko najbardziej znane nazwiska. To, czy takie osoby znały konspiratorów, czy tylko posiadały osobiste powiązania pozwalające na wykorzystanie ich w spisku, jest całkowicie niejasne.

Większość tych informacji z pewnością od dawna jest widoczna dla doświadczonych obserwatorów i podejrzewam, że wiele osób, które poświęciły znacznie więcej uwagi niż ja samym szczegółom ataków z 11 września 2001 r., mogło szybko sformułować wstępny wniosek w tym samym czasie. Ale z oczywistych względów społecznych i politycznych, istnieje ogromna niechęć do publicznego wskazywania palcem winy na Izrael w kwestii o tak ogromnym znaczeniu. Dlatego też, z wyjątkiem kilku działaczy tu i tam, takie mroczne podejrzenia pozostały prywatne.

Tymczasem przywódcy ruchu Prawda 9/11, prawdopodobnie obawiali się, że zostaną zniszczeni przez oskarżenia mediów o obłąkany antysemityzm, jeśli kiedykolwiek choćby szepną o tych podejrzeniach. Taka strategia polityczna mogła być konieczna do przetrwania, ale nie wskazując żadnego wiarygodnego sprawcy stworzyli próżnię, która wkrótce została wypełniona przez “użytecznych idiotów” krzyczących “wewnątrz robota!”, jednocześnie wskazując oskarżycielsko palec w kierunku Cheneya i Rumfelda, jeszcze bardziej dyskredytując cały ruch Prawda 9/11.

To niefortunne milczenie, ostatecznie przerwał w 2009 r., dr Alan Sabrosky, były dyrektor studiów w US Army War College. Wystąpił publicznie z oświadczeniem, że był najprawdopodobniej odpowiedzialny za ataki z 11 września był izraelski Mossad, pisząc serię felietonów na ten temat i ostatecznie przedstawiając swoje poglądy w wielu wywiadach, wraz z dodatkowymi analizami.

Oczywiście, takie ładunki wybuchowe nigdy nie dotarły na pierwsze strony mojego porannego “Timesa“, ale spowodowały znaczne, choć przejściowe rażenie w części alternatywnych mediów i pamiętam, że widziałem linki wyraźnie wyeksponowane na Antiwar.com i szeroko omawiane w innych miejscach. Nigdy wcześniej nie słyszałem o Sabroskym, więc skonsultowałem się z moim systemem archiwizacji i od razu odkryłem, że ma on bardzo dobre publikacje na temat spraw wojskowych w głównych periodykach traktujących o polityce zagranicznej, a także odbył szereg akademickich spotkań i odczytów w prestiżowych instytucjach. Czytając jeden lub dwa artykuły na temat 11 września, poczułem, że przedstawił dość przekonującą argumentację za zaangażowaniem Mosadu. Niektóre z jego informacji już znałem, ale większość z nich nie.

Ponieważ byłem bardzo zajęty pracą nad moim oprogramowaniem i nigdy nie spędziłem czasu na badaniu 11 września lub przeczytaniu żadnej z książek na ten temat, moja wiara w jego argumenty była oczywiście dość słaba. Ale teraz, kiedy w końcu zgłębiłem temat znacznie bardziej szczegółowo, wydaje mi się, że jego analiza z 2009 roku była całkowicie poprawna.

Szczególnie polecam jego długi wywiad z 2011 roku na temat 9/11 w irańskiej Press TV, który obejrzałem po raz pierwszy dopiero kilka dni temu. Twierdzę, że jest bardzo wiarygodny i szczery w swoich analizach:

Postawił także zadziorny wniosek w znacznie dłuższym wywiadzie radiowym z 2010 roku:

Sabrosky skupił swoją uwagę na szczególnym wycinku holenderskiego filmu dokumentalnego o atakach z 11 września 2001 r., który wyprodukowany został kilka lat wcześniej. W tym fascynującym wywiadzie, profesjonalny ekspert od wyburzania, Danny Jowenko, który był w dużej mierze ignorantem w sprawach ataków z 11 września, natychmiast zidentyfikował filmowany upadek WTC Building 7 jako kontrolowane wyburzenie, a to niezwykłe nagranie, było transmitowany na całym świecie przez Press TV i szeroko komentowany w Internecie.

I bardzo dziwnym zbiegiem okoliczności, zaledwie trzy dni po telewizyjnym wywiadzie, jakiego udzielił Jowenka i który spotkał się z dużym zainteresowaniem, miał nieszczęście zginąć podczas czołowego zderzenia z drzewem w Holandii. Podejrzewam, że społeczność profesjonalnych ekspertów od wyburzeń jest niewielka, a pozostali przy życiu koledzy z Jowenki szybko doszli do wniosku, że poważne nieszczęścia mogą spotykać tych, którzy wydali kontrowersyjne opinie na temat upadku trzech wież World Trade Center.

Tymczasem ADL wkrótce zmobilizowała ogromne siły i środki, aby zakazano emisji programu wyprodukowanego przez Press TV w zachodnich telewizjach, pod pozorem promowania “antysemickich teorii spiskowych”, a nawet nakłonienie YouTube’a do całkowitego usunięcia ogromnego archiwum wideo z ówczesnego okresu, w szczególności długiego wywiadu Sabrosky’ego.

Niedawno Sabrosky przedstawił godzinną prezentację, podczas panelowej wideo konferencji “Najgłębsza prawda” która odbyła się w czerwcu, podczas której przedstawił pesymistyczną wizję, na temat politycznych problemów Ameryki i zasugerował, że syjonistyczna kontrola nad naszą polityką i mediami wzrosła jeszcze bardziej w ciągu ostatniej dekady.

Jego dyskusja została wkrótce ponownie wyemitowana przez Guns & Butter, wybitny, progresywny program radiowy, który w konsekwencji został usunięty z macierzystej stacji po siedemnastu latach niesłabnącej, narodowej popularności i silnego wsparcia ze strony słuchaczy.

Nieżyjący już Alan Hart, wybitny brytyjski dziennikarz radiowy i korespondent zagraniczny, również przerwał milczenie w 2010 roku i podobnie wskazał na Izraelczyków, jako prawdopodobnych winnych zamachów z 11 września. Zainteresowani mogą chcieć wysłuchać jego rozszerzonego wywiadu.

Dziennikarz Christopher Bollyn był jednym z pierwszych pisarzy, którzy badali możliwe związki Izraela z atakami z 11 września, a szczegóły zawarte w jego długiej serii artykułów prasowych są często cytowane przez innych badaczy. W 2012 roku zebrał ten materiał i opublikował go w formie książki zatytułowanej Solving 9-11, dzięki czemu jego informacje na temat możliwej roli izraelskiego Mossadu były dostępne dla znacznie szerszej publiczności, a jej wersja jest dostępna online. Niestety jego drukowany tom poważnie cierpi na typowy brak zasobów dostępnych dla pisarzy z marginesu politycznego, wraz ze słabą organizacją książki i częstym powtarzaniem tych samych tematów, ze względu na ich omawianie w wielu pojedynczych artykułach. Takie niedociągnięcia, mogą zmniejszyć jego wiarygodność wśród niektórych czytelników. Zatem czuję się w obowiązku aby ewentualni, przyszli nabywcy tej pozycji, byli uprzedzeni o tych poważnych słabościach stylistycznych. Prawdopodobnie znacznie lepsze kompendium bardzo obszernych dowodów wskazujących na izraelską ingerencję za atakami z 11 września, zostało ostatnio dostarczone przez francuskiego dziennikarza Laurenta Guyénota. Zarówno w jego książce z 2017 JFK-9/11: 50 Years of the Deep State jak również jego artykuł “9/11 był dziełem izraelskim”, opublikowany równocześnie z moim artykułem, który właśnie czytasz i zapewniający znacznie większą ilość szczegółów niż tutaj. Chociaż niekoniecznie popieram wszystkie jego twierdzenia i argumenty, jego ogólna analiza wydaje się w pełni zgodna z moją.

Autorzy ci dostarczyli sporo materiału na poparcie hipotez izraelskiego Mosadu, ale skupiłbym uwagę na jednym ważnym punkcie. Normalnie spodziewalibyśmy się, że ataki terrorystyczne, które doprowadzą do całkowitego zniszczenia trzech gigantycznych budynków biurowych w Nowym Jorku i ataku na Pentagon, będą działaniem o ogromnej skali i rozmiarach, z bardzo dużą infrastrukturą organizacyjną i zasobach ludzkich.

W następstwie ataków, rząd Stanów Zjednoczonych podjął wielkie wysiłki, aby zlokalizować i aresztować resztę ocalałych islamskich konspiratorów, ale ledwo udało się znaleźć jednego. Najwyraźniej wszyscy zginęli podczas ataków lub po prostu rozpłynęli się w powietrzu.

Tymczasem bez większego wysiłku amerykański rząd szybko zatrzymał i aresztował około 200 izraelskich agentów Mossadu, z których wielu znajdowało się dokładnie w tych samych lokalizacjach geograficznych, co rzekomych 19 arabskich porywaczy. Co więcej, policja NYC aresztowała niektórych z tych agentów, gdy publicznie celebrowali ataki z 11 września, a inni zostali przyłapani podczas jazdy furgonetkami w rejonie Nowego Jorku, zawierającymi materiały wybuchowe lub ich śladowe ilości.

Większość z zatrzymanych agentów Mosadu odmówiła odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Wielu z nich przesżło nieudane testy na wykrywaczu kłamstw. Ostatecznie pod ogromną presją polityczną, wszyscy zostali ostatecznie zwolnieni i deportowani z powrotem do Izraela. Kilka lat temu wiele z tych informacji zostało bardzo efektownie zaprezentowanych w krótkim filmie dostępnym na YouTube.

Jest jeszcze jedna fascynująca ciekawostka, o której bardzo rzadko się wspomina. Zaledwie miesiąc po atakach z 11 września 2001 r., dwóch Izraelczyków zostało przyłapanych przemycie broni i materiałów wybuchowych do budynek meksykańskiego parlamentu, co w sposób naturalny, wywołało kilka nagłówków w wiodących meksykańskich gazetach w owym czasie, ale zostało całkowicie pominiętych w amerykańskich mediach.

Ostatecznie pod ogromną presją polityczną wszystkie oskarżenia zostały wycofane, a izraelscy agenci zostali deportowani do domu. Ten niezwykły incydent został opisany tylko na małej stronie internetowej hiszpańskojęzycznych aktywistów i dyskutowany w kilku innych miejscach. Kilka lat temu z łatwością znalazłem zeskanowane pierwsze strony meksykańskich gazet, które relacjonowały te dramatyczne wydarzenia w Internecie, ale obecnie nie mogę ich łatwo znaleźć. Szczegóły są oczywiście nieco fragmentaryczne i prawdopodobnie zniekształcone, ale z pewnością dość intrygujące.

Można tylko spekulować, że gdyby domniemani muzułmańscy terroryści śledzili ich ataki z 11 września, oraz atakując i niszcząc budynek meksykańskiego parlamentu miesiąc później, wsparcie Ameryki Łacińskiej dla inwazji wojskowych Ameryki na Bliskim Wschodzie byłoby znacznie większe. Co więcej, wszelkie sceny tak dużego zamachu dokonanego w stolicy Meksyku przez arabskich terrorystów, z pewnością byłyby transmitowane non-stop na Univision, dominującej w Ameryce hiszpańskojęzycznej sieci, w pełni wzmacniającej latynoskie poparcie dla wojskowych przedsięwzięć prezydenta Busha.

Chociaż moje rosnące podejrzenia co do ataków z 11 września 2001 r. sięgają dekadę lub więcej wstecz, moje poważne dochodzenie w tej sprawie rozpoczęło się niedawno, więc z pewnością jestem nowicjuszem w tej dziedzinie. Ale czasami outsider może zauważyć rzeczy, które mogą umknąć uwadze tych, którzy spędzili tak wiele lat będąc głęboko zanurzonym w danym temacie.

Z mojej perspektywy wydaje się, że ogromna część społeczności Prawda 9/11, spędza zbyt dużo czasu będąc pochłoniętymi szczegółami ataków, debatując nad dokładnym sposobem, w jaki wieże World Trade Center w Nowym Jorku zostały zniszczone, albo co tak naprawdę uderzyło w Pentagon. Ale tego rodzaju kwestie wydają się mieć ostatecznie niewielkie znaczenie.

Twierdzę, że jedynym ważnym aspektem tych kwestii technicznych jest to, czy ogólny materiał dowodowy jest wystarczająco silny, aby ustalić fałsz oficjalnej narracji 9/11, a także wykazać, że ataki musiały być dziełem wysoce wyrafinowanej organizacji z dostępem do zaawansowanej technologii wojskowej, a nie bandy 19 Arabów uzbrojonych w nożyczki. Poza tym jednym, żaden z tych szczegółów nie ma znaczenia.

Z tego względu uważam, że ilość materiału faktycznie zebranego przez zdeterminowanych badaczy w ciągu ostatnich siedemnastu lat z łatwością spełniła ten wymóg, być może nawet dziesięciokrotnie lub dwudziestokrotnie ponad wymaganą ilość. Na przykład nawet uzgodnienie jednej konkretnej rzeczy, takiej jak wyraźna obecność nano-termitu, wybuchowego materiału wojskowego pochodzenia, natychmiast spełniłoby te dwa kryteria. Tak więc nie widzę sensu w niekończących się debatach nad tym, czy użyto nano-termitu, czy nano-termitu plus coś innego, czy po prostu zupełnie innego materiału wybuchowego. Takie złożone debaty techniczne mogą służyć do zaciemnienia większego obrazu, jednocześnie myląc i onieśmielając każdego przypadkowo zainteresowanego obserwatora, przez co są zupełnie nieproduktywne dla ogólnych celów ruchu Prawda 9/11.

Kiedy już stwierdzimy, że sprawcy są częścią wysoce wyrafinowanej organizacji, możemy skupić się na tym, KTO i DLACZEGO, co z pewnością miałoby większe znaczenie niż konkretne szczegóły tego JAK. Jednak obecnie cała ta niekończąca się debata nad tym JAK, często skutecznie wypiera rozmowy o tym KTO i DLACZEGO, i zastanawiam się, czy ta niefortunna sytuacja może być nawet celowa.

Być może jednym z powodów jest to, że kiedy oddani działacze 9/11skupiają się na tych ważniejszych kwestiach, olbrzymia waga dowodów wyraźnie wskazuje na jeden kierunek, co determinuje Izrael i jego wywiad, przy czym sprawa ta jest przytłaczająco silna w motywach, środkach i możliwościach. Podniesienie oskarżeń i obwinienie Izraela i jego krajowych współpracowników za największy atak jaki kiedykolwiek został przeprowadzony przeciwko Ameryce na naszej własnej ziemi, wiąże się z ogromnym ryzykiem społecznym i politycznym.

Ale takie trudności należy porównać z rzeczywistością trzech tysięcy amerykańskich cywilów, następnie kolejnych siedemnaście lat naszych wielomiliardowych wojen, które stały się przyczynkiem dla dziesiątek tysięcy zabitych lub rannych amerykańskich żołnierzy i śmierci lub wypędzenia wielu milionów niewinnych mieszkańców Bliskiego Wschodu.

Członkowie Ruchu Prawda 9/11 muszą więc zadać sobie pytanie, czy “prawda” jest rzeczywiście głównym celem ich wysiłków.

Ron Unz

Tłumaczenie Enigmatis

Artykuł pochodzi ze strony www.unz.com

Advertisements